Układy, brak elastyczności i strach przed tematami społecznymi – trudna prawda o PJATK

Niestety, po ukończeniu studiów licencjackich i pierwszym roku magisterki w trybie zaocznym, jestem zmuszona wystawić mocno negatywną opinię. Wiele przedmiotów z licencjatu powtarza się na magisterce, a cena za semestr wciąż rośnie. Widać tu wyraźnie pewne układy. Uczelnia może sprawiać wrażenie przyjaznej osobom LGBT, ale boi się tematów społecznych – takich, które pokazują realia życia w Polsce, dyskryminację kobiet czy rynku pracy. Trzeba bardzo uważać, żeby być „poprawnym politycznie” – nawet jeśli ma się fantastycznego promotora, który naprawdę wspiera twój temat. Bo i tak najważniejsze będzie, kto ma poparcie Dziekana Wydziału. A przecież uczelnia artystyczna powinna być ostoją wolności, kreatywności i demokracji.

Nie ma tu także realnego wsparcia dla studentów. Niechętnie podchodzą do wniosków o indywidualny tok nauczania, nie zgadzają się na trzy zjazdy online, nawet jeśli ktoś musi pracować w tym czasie. Zero zrozumienia dla kogoś, kto chce się uczyć, ale nie może być obecny fizycznie na wszystkich zajęciach. Dla porównania: pracuję na innej uczelni, gdzie studenci w identycznej sytuacji mają możliwość zaliczenia całego materiału zdalnie – po wcześniejszym uzgodnieniu z wykładowcą. Można? Można. A tu? Kompletny brak elastyczności. A przecież uczelnia żyje ze studentów.

Opinia została zamieszczona na platformie Google Maps i znajduje się pod adresem: https://maps.app.goo.gl/kMnk2GXPnvurDmj58