Sztuka nowych mediów bez wartości dodanej – chaos, „wypychacze” i biurokracja, ratuje tylko rysunek i 3D

Jestem absolwentem kierunku Sztuka nowych mediów PJATK na poziomie licencjackim.

– Wiele przedmiotów miało fatalną organizację zajęć. Czułem, jakby prowadzący nie do końca wiedzieli, o czym mówią, albo byli zwyczajnie mało zaangażowani.

– Część zajęć była bez sensu i nic nie wnosiła – ani praktycznych umiejętności, ani wartościowej wiedzy.

– Poziom studentów był w większości adekwatny do poziomu nauczania. Miałem wrażenie, że rekrutacja odbywa się trochę „losowo”, byleby przyjąć jak najwięcej osób dla większego zarobku. Jeśli ktoś jest bardziej ambitny, i tak musi iść tempem żółwia, bo wiele osób nie potrafi nawet swobodnie posługiwać się komputerem.

– Jest tam pełno „wypychaczy”. Przez trzy lata mogę policzyć na palcach jednej ręki zajęcia, z których wiedza faktycznie przydała mi się po studiach.

– Przez uciążliwą biurokrację straciłem mnóstwo czasu. Komunikacja mailowa wygląda tak, jakby odpowiedzi nie były pisane indywidualnie, tylko kopiowane i wklejane z wewnętrznych notatek albo generowane z szablonu. Praktycznie nikt nie przejmuje się tam dobrem studenta.

+ Jedyny realny plus, jaki mogę wskazać, to motywujący wykładowcy/profesorowie/doktoranci z zajęć z rysunku oraz grafiki 3D. To moje jedyne naprawdę dobre wspomnienia z tej uczelni.

W skrócie: polecam wybrać inną uczelnię, a przy okazji także bardziej przyszłościowy kierunek studiów.

Opinia została opublikowana na platformie Google Maps pod adresem:
https://maps.app.goo.gl/hUhmMNiYe8wEpGXw6
Dotyczy kierunku Sztuka nowych mediów w Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych i została wystawiona przez absolwenta studiów licencjackich, który krytycznie ocenia organizację zajęć, program oraz podejście administracji do studentów.

Autor opinii opisuje doświadczenie studiowania jako w dużej mierze rozczarowujące i mało efektywne. Wskazuje na chaos organizacyjny, niski poziom zaangażowania prowadzących oraz obecność zajęć, które jego zdaniem nie dają żadnej wartości praktycznej. Ważnym wątkiem jest też krytyka modelu rekrutacji i dynamiki grupy: autor sugeruje, że uczelnia stawia na masowość, co obniża poziom i spowalnia tempo pracy – co szczególnie uderza w osoby ambitniejsze, które chciałyby rozwijać się szybciej.

Mocno wybrzmiewa również wątek biurokracji i komunikacji: autor ma poczucie bycia traktowanym szablonowo i bezosobowo, co buduje obraz instytucji skupionej na procedurach, a nie na realnym wsparciu studentów. Jednocześnie opinia nie jest całkowicie „czarna” – pojawia się konkretny, wyraźny plus w postaci zajęć z rysunku i grafiki 3D oraz osób prowadzących te przedmioty, które autor wspomina jako motywujące i wartościowe. Całościowo jest to jednak ostrzeżenie: według autora kierunek i sposób działania uczelni nie zapewniają proporcjonalnych korzyści do włożonego czasu, kosztów i energii, a rozważając studia – warto patrzeć zarówno na uczelnię, jak i na przyszłościowość samego kierunku.