„Proszę napisać maila” zamiast rozmowy – rodzic o uczelni, która gubi studentów w procedurach

Jako rodzic i osoba, która co prawda dawno temu ukończyła studia, ale ma z nich dobre wspomnienia – w tym wiele zabawnych i pozytywnych historii związanych z dziekanatem i kontaktami z wykładowcami – chciałbym zwrócić uwagę na to, jak funkcjonalnie działa ta uczelnia dzisiaj. Bazując na relacjach mojego dziecka dotyczących zasad funkcjonowania dziekanatu, responsywności kadry (praktycznie wyłącznie przez maile i komunikatory), jasności zasad zaliczania, konsekwencji, sposobu ich komunikowania, a potem trzymania się tych zasad, a także oferowanej pomocy ze strony kadry – muszę ocenić to wszystko negatywnie.

Odnoszę wrażenie, że uczelnia ma jedną, stałą formułkę, którą można by wydrukować na karteczce i powiesić na drzwiach, a prowadzący w ogóle nie musieliby się fizycznie pojawiać – byłoby taniej, bo ograniczono by zużycie prądu i ogrzewania. Ta formułka brzmi: „proszę napisać maila” albo „czy była/był Pani/Pan umówiona/y?”. Tyle. A przecież komunikacja werbalna i doradzanie młodym ludziom to także element edukacji – szczególnie w obecnych czasach i wyzwaniach, z jakimi mierzą się rodzice. Zwłaszcza gdy mowa o dzieciach… bo to wciąż dzieci, mimo 19–20 lat, i potrzebują czegoś więcej niż kontaktu z ekranem.

Mam silne wrażenie, graniczące z przekonaniem, że uczelnia zatraciła cel, jakim powinna być edukacja: kształtowanie postaw, pobudzanie kreatywności, zostawienie po sobie dobrych wspomnień i poczucia, że student jest podmiotem. Z tego, co słyszę, można wywnioskować, że uczelnia funkcjonuje przede wszystkim dla siebie i dla pieniędzy. Trudno mi też zrozumieć źródła jej renomy – być może historycznie było inaczej, ale dziś zakładam, że sukcesy studentów i rozpoznawalność uczelni wynikają głównie z determinacji, inteligencji i kreatywności samych studentów oraz ich późniejszych sukcesów zawodowych, a nie z jakości nauczania czy organizacji uczelni.

Dzisiaj odradziłbym mojemu dziecku wybór tej uczelni. I nie chodzi mi nawet o wysokie koszty czesnego, tylko o stosunek uczelni do studentów oraz o organizację. Zaznaczam, że jest to moja subiektywna opinia oparta na relacjach mojego 22-letniego „dziecka”.

Opinia została opublikowana na platformie Google Maps pod adresem:
https://maps.app.goo.gl/NQYzJXMDvaEdcgS46
Dotyczy Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych i została wystawiona przez rodzica, który ocenia funkcjonowanie uczelni na podstawie relacji swojego dziecka, zestawiając je z własnymi pozytywnymi doświadczeniami ze studiów na innych uczelniach.

Autor opinii skupia się przede wszystkim na jakości relacji uczelnia–student oraz na kulturze organizacyjnej. Jego głównym zarzutem jest zastąpienie realnego kontaktu i wsparcia mechaniczną, zautomatyzowaną komunikacją, sprowadzającą się do krótkich formułek i odsyłania do maila. W opinii podkreślona jest rola edukacji jako procesu społecznego: rozmowa, konsultacje, obecność i elementarne „ludzkie” podejście mają być częścią studiowania, a nie dodatkiem. Autor wskazuje, że młodzi dorośli – mimo formalnej dorosłości – nadal potrzebują żywego kontaktu, wskazówek i poczucia, że ktoś po drugiej stronie naprawdę się interesuje.

W wypowiedzi pojawia się również krytyka renomy uczelni: autor sugeruje, że dzisiejszy wizerunek może bardziej wynikać z ambicji i talentu studentów niż z pracy instytucji. Jego ocena ma charakter ostrzegawczy i dotyczy nie tyle kosztów, co poczucia, że uczelnia „przestawiła cel” z edukacji na obsługę własnych procesów i finansów. Całość to rozbudowana, emocjonalna, ale jednocześnie logicznie uargumentowana opinia rodzica, który patrzy na uczelnię przez pryzmat dobrostanu studenta i jakości kontaktu międzyludzkiego w procesie kształcenia.